niedziela, 26 kwietnia 2009

Boys don't cry...neither do bikers...

A teraz coś nie dla ludzi o słabych nerwach.... i nie dla moich rodziców.

W koncu, po niespełna dziewięciu latach kariery motocyklowej,
'dorobiłem' się blizny, bez której nikt nie może nazwać
się prawdziwym motocyklistą.



Nie jest to rzecz, którą chciałbyś zobaczyć na swojej nodze
podczas pobytu w Indiach ;) Ale w chwili obecnej, po konsultacji
z Sebastianem, ochotniczo pracującym w hospicjum, codziennie
opatrującym rany na widok których większość z nas
zwraca śniadanie, obiad i kolacje w jednym pakiecie, po wstępnej
diagnozie zakażenia (łydkę miałem wtedy 'trochę' większą
i 'trochę' bardziej czerwoną), podjąłem kuracje maścią antybiotykową
i w chwili obecnej, ten mały ubytek skóry jest na najlepszej drodze
do stania się rasową blizną.

.... Za dużo wrażeń, za mały zasób słów, za mało ...czasu.

Kolkata (Calcutta) 11.04-16.04 ; 20.04-23.04
...42 st. C





Przez ostatnie dwa tygodnie, nauczyłem się o podróżowaniu,
szczęściu, miłości i życiu, więcej niż przypuszczałem kiedykolwiek
osiągnąć.
Chciałbym się tym wszystkim z Wami podzielić. W głowie kłębią
mi się urwane zdania, historie, obrazy ludzi i wspomnienia....
Jednak misja zawarcia tego w zamknięte ramy spójnej opowieści,
przerasta mnie i przeraża zarazem.
Przed całkowitą rezygnacją z próby wciągnięcia Was w moją
wizję "City of joy" (Dominique Lapierre) uratowały mnie słowa Paulo Coelho -
"Tell Your Story - Yes, tell your story. Be example to others.
Tell everyone that it's possible, and then others will find the courage
to climb their own montains"

Na chwile obecną, będziecie musieli jednak zadowolić się
'jedynie' zdjęciami....może kiedyś uda mi się zawrzeć
w słowa to czego doświadczyłem... może kiedyś
napiszę książkę ;)

Home.



































Obchody nowego roku - tym razem bengalskiego :)




























Tino. Szalony austriak, włoskiej krwi, mieszkający w niemczech.
Miałem szczęście poznać go w hotelu Maria o który zachaczył
w drodze do okoła świata, na swoim motocyklu, którym z Monachium
pokonał bardzo podobną trasę do mojej.
Człowiek, których nie spotyka się często, z którym rozumieliśmy się
bez słów i z którym opanowaliśmy nocne ulice Calcutty -
Midnight ride... chłodne, wilgotne powietrze nocy.
Royal with Cheese z Mishką łapiąca wiatr w długie, ciemne włosy....
a obok Yamaha z Tino i Ericą na pokładzie....
bez czasu, bez trosk, samotni przez przestrzeń....







Lekcja poglądowa nr.1 - jak z dwóch puszek po
Coca Coli zrobić kuchenkę turystyczną...








Mishka....osoba, której czsem nawet przez całe życie nie udaje
nam się spotkać...










....

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Swieta, Swieta i po Swietach...

Hejka hej.
Troszke mnie nie bylo, a to dlatego ze sporo
sie ostatnia przemieszczalem....chociaz niewiele
posowam sie naprzod...
Wiec bylem prez 5 dni w czasie Swiat w Kolkacie,
potem pojechalem do Darjeling, gdzie spotkalem sie
z szalona francozka, ktora poznalem w Varanasi
i spedzilismy w ojczyznie herbaty relaksujace 2 dni
a teraz pod wplywem szalonego impulsu, zostawiajac
wszystkiem moje bagaze i ukochany srodek transportu
na wysokosci 2100 m.n.p.m, znowu jestem w Kolkacie.
W czwartek wracam do Darjeling i uderzam dalej i wyzej
do Sikkim-u, having fun na kretych, gorskich drogach.
W ciagu 4 dni postaram sie przeslac wam troche obrazkow
i popisac wiecej co sie ze mna dzialo przez ostatni tydzien,
wiec nie spisujecie jeszcze tego bloga na straty...
Do uslyszenia niebawem...

czwartek, 9 kwietnia 2009

09.04.2009 22.30 ('mojego' czasu)

Miałem być już w drodze a ciągle siedzę na tarasie
Vishnu Rest House w Varanasi. Tak to jest, że jak posiedzisz
w jakimś miejscu dłużej, zaczynasz się zadomawiać,
czujesz się pewniej, poznajesz nowych ludzi, którzy
dzielą się z tobą swoimi doświadczeniami i poddają
ci nowe pomysły, co warto jeszcze zobaczyć i jakie
miejsca w okolicy odwiedzić.

...Miało być Darjeling...
Patrząc jak księżyc zbliża się do pełni, zdałem sobie sprawę,
że to już Wielki Tydzień i troszkę smutku i tęsknoty
zamieszkało w mojej głowie... dlatego skontaktowałem się
z polskimi koleżankami, poznanymi w Amritsarze
i w imię Świąt w 'rodzinnej' atmosferze, postanowiłem
dodać kilkaset 'nadprogramowych' kilometrów do przebiegu
mojego niestrudzonego rumaka ;) i przemodelować grafik,
przekładając zielone zbocza Darjeling na późniejszą datę.
... a będzie Kalkutta.

Tymczasem, przesyłam Wam kilka zpikselizowanych opisów
miejsca gdzie spędziłem ostatnie pięć dni.
Stety, niestety, nie pokuszę się o opis słowny,
bo jest to naprawdę wyjątkowe miasto i musiałbym
spędzić dużo czasu oraz wznieść się na wyżyny swojej
erudycji, żeby w pełni oddać jego klimat, co byłoby o tyle
niebezpieczne, że mogłoby w tym upale (powyżej 40 st,)
skutkować ścięciem się białka w mojej istocie szarej.
Więc nie podejmując ryzyka, podążając za maksymą-
Jak masz coś zrobić, to zrób to dobrze albo wcale,
poprzestanę na ten moment na zatrzymanych
w czasie, kolorowych obrazkach otaczającej rzeczywistości.



































Ugniatanie ciasta...eeee znaczy masaż.







Obserwatorium astrologiczne.












A oto jedno z Burning Gath.
Fotografowaie ceremonii kremacji jest ściśle zabronione,
więc nie spodziewajcie się więcej obrazków gorejących
ludzkich szczątków.



A obok ....pralnia.
























Dobranoc moi Mili.